czwartek, 28 lutego 2013


lampa "szkiełko i oko" ze szkieł do okularów

środa, 27 lutego 2013


Bieda jest jak piętrowy dom. Na górze na uprzywilejowanym piętrze mamy bezrobotnego; to sporadyczny przypadek, pracownik pozbawiony pracy w wyniku określonych okoliczności; bądźmy szczerzy – lubimy bezrobotnego i współczujemy mu, gdyż jego bieda zbytnio nam nie doskwiera: niedługo znajdzie nowe zajęcie. Niżej mamy niedocenionego, który wprawdzie pracuje, ale zarobki nie wystarczają mu na życie; takiego życzliwie tolerujemy i chętnie sugerujemy; by już nigdy nie brał takiej pracy; ewentualnie milczymy, jeśli bowiem niedoceniony nie przynosi wstydu swojej wsi, to na pewno społeczeństwu; no cieszymy się, że jesteśmy mądrzejsi od niego. Jeszcze niżej na piętrach gorszej kategorii, mamy biedaków nieprzystosowanych: kloszardów, żebraków, takich, którzy nie są zdolni do pracy i których nie da się zresocjalizować; ci nie budzą naszych obaw: wykluczając się z systemu, poniekąd umacniają go. Na samym dole spotykamy tych, którzy budzą nasz lęk i niepokój. To biedacy, których nie sposób kontrolować, ludzie bez dokumentów, nielegalni imigranci podobni do siebie, zajmujący piwnice, schody, podwórka, uchodźcy, którzy najwyraźniej nie mogą znaleźć pracy we własnym kraju. Niech nam to udowodnią. Czy nie przyjechali tu po to, by kraść? A co z tymi, którzy tam sobie jakoś radzą? Odpowiedź jest jedna: nielegalni to przestępcy lub przynajmniej pasożyty! To zaraza, która przetrwa wszystko: brak papierosów, niepewność, niepogodę, niebezpieczeństwa, nieznajomość języka! Podejrzani ocaleni ...
Eric-Emmanuel Schmitt, Ulisses z Bagdadu, przekład Jan Maria Kłoczowski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010, s. 296

wtorek, 26 lutego 2013


Łatwiej walczyć z argumentami niż z emocjami, wygodniej odrzucać czyjeś wywody niż doświadczenie. Nie ma nic pocieszającego w fakcie, że źródło i pożywka rasizmu leżą w doświadczeniu zgoła pospolitym. Przeciwnie, banalność rasizmu potęguje jeszcze jego uporczywość i nieuchwytność. [...] Jest to doświadczenie znane zapewne każdemu człowiekowi, a może i zwierzęciu:  
i l e k r o ć  c z ł o w i e k  w c h o d z i   w   k o n t a k t   z   d r u g i m  
c z ł o w i e k i e m  a l b o   n i e   z n a n ą  m u   l u b   r ó ż n i ą c ą   s i ę   o d   n i e g o   g r u p ą,  r e a g u j e   w    s p o s ó b   
z a p o w i a d a j ą c y    r a s i z m. [...]

Powtarzam, że jest to tylko jeden aspekt życia zbiorowego. Funkcjonowanie każdego społeczeństwa zakłada   w z a j e m n ą  
z a l e ż n o ś ć  jego członków i jej pozytywne aspekty przeważają, skoro to życie w ogóle jest możliwe. Ale strach, wrogość i agresja również są obecne w obcowaniu ludzi ze sobą. Każdy z nas ma w sobie pozytywne i negatywne reakcje na innego. Spytajcie przypadkowych ludzi, co czują w kontakcie z obcymi. Przede wszystkim nieufność, jeśli nie wstręt i lęk. Obcy jest jak napotkana po drodze nieznana roślina, której sam zapach może się okazać trujący. Pojawienie się obcego, nawet gdy to ktoś stosunkowo bliski, powoduje, że się najeżamy i trzymamy na baczności mniej lub bardziej, zależnie od dystansu, jaki oddziela nas od niego. Nawet gdyby Marsjanie byli niegroźni, spotkanie z nimi wzbudziłoby panikę. Wszystko dzieje się tak, jakby obok pociągu istniała w nas alergia na obcego. Czyż zresztą w słowie alergia nie zawiera się człon
allas – po grecku inny, i ergon – po grecku reakcja? [...]

R o ż n i c a   b u d z i   o b a w ę,  bo różnica to nieznane, a nieznane wydaje się zapowiadać niebezpieczeństwo. Różnica niepokoi nawet wtedy, gdy urzeka. Urzeczenie na kłoci się zresztą z lękiem. Pociąg do nieznanego, zamiłowanie do podróży i egzotyki, wymiana kulturalna i handlowa płyną z ciekawości, a „niepokojąca obcość” dodaje smaku tej szczególnej rozkoszy.

Powiedzmy, że w najlepszym przypadku nie da się oddzielić cienia od światła.
Albert Memmi, Poznajemy rasizm na własnej skórze, przekład Martyna Ochab

poniedziałek, 25 lutego 2013

sobota, 23 lutego 2013


***

Jeżeli wyraz "istnieje" ma mieć sens jakikolwiek,
to odnieść się winien do czegoś, do czego można powracać.
Tymczasem powrotu nie ma. Wszystko jest jednorazowe
i zanim "istnieć" zaczęło, już i przestało "istnieć"
(uwaga: "zaczęło" "przestało" są bezzasadne na równi),
a alternacja "jest" i "nie jest" nie jest następstwem w czasie,
dzieje się poza czasem - o ile "dzieje się"
wolno tu zastosować.
Przeto
wróćmy znów do esencji. Z nią bo jesteśmy pewniejsi.
Ją bo sami tworzymy. Ona nie jest zależna
ani od tego czy "jest", ani od tego czy "nie jest".

Jak dobrze powracać do dawnych wzgardzonych pojęć!
(Nb. Potoczny jest sens tego "wróćmy".
Tak na przykład wrócił
Odys do Penelopy, do niej która zna sekret:
że trzeba tkać i pruć. I znowu tkać i pruć.)

Aleksander Wat

czwartek, 21 lutego 2013


„Ład” oznacza stan rzeczy, w którym pewien pożądany typ wydarzeń staje się bardziej prawdopodobny niż inne wydarzenia sklasyfikowane jako „niepożądane”. „Konstruowanie” i „rekonstrukcja” (inne nazwy procesu „wprowadzania ładu”) polegają zatem na manipulowaniu prawdopodobieństwem poprzez separację, obezwładnianie, a jeszcze lepiej eliminowanie tych kategorii ludzi, które z tego czy innego powodu podejrzewa się o to, że będą opierały się manipulacji albo że otwarcie odmówią podporządkowania się narzucanym normom. Innymi słowy, chodzi o wykluczanie tych kategorii, które posądza się o potencjalne generowanie niepewności, a zatem zakłócanie i podważanie przyszłego porządku. „Konstruowanie” sprowadza się do próby usunięcia z „systemu” tych kategorii ludzi, które stanowią zagrożenie, które mogą stać się siedliskiem, źródłem lub przyczyną niepewności. Kiedy już zostaną one odcięte i odłączone, należy skutecznie zapobiegać ich powrotowi, ponownemu połączeniu się z systemem: muszą zostać deportowane, zmuszone, nakłonione, przynaglone i przekonane do odejścia. Ewentualnie (albo równolegle) ludzie ci mogą podlegać degradacji i być skazani na różne formy izolacji – uwięzieni w miejscach, które niezależnie od tego, czy strzegą ich mury i pilnują uzbrojeni strażnicy, zawsze otaczają osmotyczne bariery (pozwalające kontrolować ruch graniczny: umożliwiają dostawanie się do środka, natomiast w maksymalnym stopniu utrudniają lub wykluczają wydostawanie się na zewnątrz).
Zygmunt Bauman, To nie jest dziennik, Wydawnictwo Literackie Kraków 2012, przekład Maria Zawadzka, s.188, e-book

niedziela, 17 lutego 2013

piątek, 15 lutego 2013


Prometeusz, reż. Ridley Scott  

Człowiek dla szyjodysznego tytana to nieudana wersja oryginału nadająca się jedynie do przerobienia na cząstki elementarne. Eksperyment zasiania życia na Ziemi okazał się porażką. Z punktu widzenia pragmatycznych kreatorów powstało coś, co należało zniszczyć: nikczemnie różnorodne i niedoskonałe; pełne nieistotnych pytań i lepkich emocji a na domiar złego podzielone na dwie płcie: żeńską i męską. Cechy dyskwalifikujące dla humanoida, przypominającego raczej automat niż żywą istotę. Po inspekcji podjęto konkretną decyzję: Nieudane kopie bezzwłocznie zniszczyć. Jednak do ostatecznego rozwiązania kwestii Ziemian nie doszło. Bazę kosmicznych inżynierów zaatakowali drapieżni Obcy.
Jeśli przyjmiemy kod natury za nadrzędny, zjawisko eksterminacji nie powinno stanowić problemu. Mord z owadzią precyzją na słabszym gatunku to instynktowne działanie obliczone na przetrwanie. Nie ma tu oceny tego, co jest dobre a co złe.
To, że w filmie nie podaje się na łopacie odpowiedzi na pytanie o pochodzenie człowieka jest zaletą a nie wadą. Hit, który powoli nabierze smaku

czwartek, 14 lutego 2013

środa, 13 lutego 2013


Lampka "kaganek wiedzy". Pod abażurem wisi prawo Dunsa Szkota w swobodnej interpretacji: z fałszywej przesłanki można dojść do najbardziej nieprawdopodobnych wyników. W roli dodatku modny kontekst, a ten zawsze się znajdzie. Dizajn na czasie

Na czasie będzie anegdota o Bertrandzie Russellu, wedle której logik udowodnił komuś na poczekaniu, iż z równania 2+2=5 wynika, że on sam (Russell) jest papieżem. Dowód przebiega w ten sposób: "Odejmijmy od obu stron tej równości po 3; otrzymujemy 1=2. Jeśli więc Pan twierdzi, że ja nie jestem papieżem, to papież i ja jesteśmy   d w i e m a   osobami. Zatem (wobec 1=2) papież i ja jesteśmy jedną osoba".

Warto zapoznać się z prowokacją Tomasza Witkowskiego z 2007 r. przeprowadzoną na łamach wspieranego przez polskie autorytety w dziedzinie psychologii pisma „Charaktery”. Jej celem było pokazanie jak łatwo wprowadzić pseudonaukową koncepcję do popularnonaukowego obiegu, w czym redakcja czynnie pomogła.

Klasyka dla porządku: "Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów" A. Sokal, J. Bricmont

wtorek, 12 lutego 2013

niedziela, 10 lutego 2013

sobota, 9 lutego 2013

czwartek, 7 lutego 2013


Kiedy na świecie były tylko
ichtiozaury i plezjozaury,
żaden z nich nie przypuszczał, że kiedyś
ktoś napisze sonety do Laury.

Tak i nam dziś ani się marzy
jakie jeszcze wyrośnie z nas ziele
co za mędrce, co za myśliciele,
myślodiaski i diaskozoele.
H. Elzenberg, Kłopot z istnieniem, Toruń 2002, s. 486

środa, 6 lutego 2013


6 lutego 1943 roku o godzinie 3:30 rano rozpoczął się apel w obozie kobiecym w Auschwitz II-Birkenau. Źle odziane więźniarki przetrzymywano bez pożywienia na pokrytym śniegiem przedpolu do godziny 17:00.

Powrót zarządzono biegiem. Przy bramie stały dozorczynie i esesmani, którzy uderzeniami pałek tłukli nie mogące nadążyć przemarznięte kobiety. Słabe, chore i starsze wiekiem wyciągano z szeregów hakiem, a następnie przeprowadzano do bloku 25, gdzie oczekiwały na wywiezienie do komór gazowych. Barak 25 w obozie kobiecym BIa (zwany także blokiem śmierci) był tzw. poczekalnią do gazu (Warteblock für die Vergasung).

Po zapędzeniu więźniarek do obozu utworzono drużynę z mocniejszych kobiet i użyto ją do zebrania zwłok tych, które padły pod ciosami esesmanów i dozorczyń podczas apelu. Zwłoki więźniarek złożono na dziedzińcu bloku 25. Ogółem podczas tego apelu straciło życie około tysiąc kobiet.

Czasem budzimy się z wyraźnym uczuciem dezorientacji. W pierwszej chwili nie uświadamiamy sobie, w jakim momencie się właśnie znajdujemy. Zaczynamy się dopiero zastanawić, gdzie i kiedy się właściwie znajdujemy. Staramy się przypomnieć sobie, co się z nami działo i co właściwie „teraz” jest. (...) Ale przedziwne jest, że nawet w tych przypadkach, w których brak tego doświadczenia, „teraz” przebudzenia się, resp. odzyskania świadomości, nie jest przeżywane po prostu jako początek czasu, resp. przepływu czasu, że więc zawsze istnieje pewna szczególna perspektywa na „wcześniej”, na „przedtem”. To pierwotne wrażenie stanowi ostateczną podstawę jedności doświadczanego przez nas czasu. A wraz z tą jednością czasu utrzymuje się i  j e d n o ś ć  naszego strumienia świadomości (pomijając wypadki "patologiczne").
R. Ingarden, Spór o istnienie świata, t. II, cz. 2, Świat i świadomość, s. 155

wtorek, 5 lutego 2013


Tallur L.N., Chromathophobia, 2012, Wood, two granite sculpture and nailed coins, 500 x 200 x 300 cm

Exhibition at Nature Morte: Berlin, Montessori: Lessons in Economics, November 23, 2012 - February 23, 2013

poniedziałek, 4 lutego 2013


…dlaczego Inny pozostaje Innym? Na czym polega Sprawa naszej nienawiści do niego, naszej nienawiści do niego w samym jego istnieniu?

Jest to nienawiść radości w Innym.

Taka jest najogólniejsza formuła współczesnego rasizmu, którego jesteśmy dzisiaj świadkami: jest to nienawiść do określonego sposobu, w jaki Inny doznaje swej radości.

Hegel, Zasady filozofii prawa, PWN 1969, s 244

i jeszcze, żeby nie było za słodko: Inny jest Innym w moim własnym wnętrzu.

piątek, 1 lutego 2013


- Bez względu na to, jak potężni i sprawni bylibyśmy w akcji, system, w którym wszystkie elementy składowe reagują w identyczny sposób, jest systemem z poważną skazą. Jednostki reagują identycznie. Nadmierna specjalizacja jest wskaźnikiem słabości i prowadzi do powolnej śmierci.
Gost in the Shell, reżyseria Mamoru Oshii, 1995