piątek, 30 września 2011

pod flagą biało-czerwoną

czwartek, 29 września 2011

wtorek, 27 września 2011

niedziela, 25 września 2011

smutek powstrzymuje nienawiść

sobota, 24 września 2011

czwartek, 22 września 2011

wtorek, 20 września 2011


alles wieder offen

Feminizm bywa infantylnym populizmem np. w wydaniu Frytki i producentów jej programu; bywa mową mniej lub bardziej wojowniczych ideolożek. Kobiety, które jeszcze nie wypracowały własnego języka, z różną skutecznością posługują się retoryką zbuntowanych - bo reagujących na opresję - niewolnic. Natomiast, kiedy łańcuch pęka, przechodzą, albo i nie, do budowania właściwej tożsamości, niebędącej reakcją na zranienia i zniewolenie.
Wspólnota w cierpieniu to dopiero początek.
Feministami bywają mężczyźni. Być może robią to z obawy przed wejściem na własną drogę (a przecież mają co ze sobą robić); używają femiideologii lękliwie jak modnej tarczy. Czasem odzywają się protekcjonalnie, z litości albo w dominującym poczuciu winy za pokrzywdzone, które przecież potrzebują adwokata.

niedziela, 18 września 2011


Joanna Bator: Tworzę obraz życia na Piaskowej Górze z mikrohistorii ludzi i przedmiotów. Moja pamięć pełna jest PRL-owskich drobiazgów, słów, które wyszły z użycia, smaków i zapachów, które składają się na życie państwa Chmurów i ich sąsiadów na Babelu. Myślę, że brak narracji rodzinnej narodził we mnie taką pamięć drobiazgów, durnostojek, z których dopiero można coś ulepić, własną opowieść-bricolage. Pragnienie zrozumienia tej, która opowiada w moich powieściach, rozgrywa się między empatią i czułością, jaką żywię dla swoich bohaterów, a gniewem, którego medium jest Dominika.

Gniewem na co?
Na los (możemy to też nazwać Historią), który tych biednych ludzi wyrwał i rzucił na obcą ziemię. Na to, że dostali nadzieję na lepsze życie, a wkrótce wielu z nich pozbawiono nie tylko godności, ale nawet szansy na schabowego, i jeszcze raz zostawiono na lodzie.
Na kierat, w którym kobiety z pokolenia mojej mamy harowały miedzy pracą etatową a kuchnią, nie pytając, nie kwestionując swojego miejsca, bo nie miały języka, w którym mogłyby to zrobić. Na bajki o królewnach na szklanej górze. Na perwersyjne marzenie o niemieckim mężu, żywione przez kobiety, którym hitlerowcy całkiem niedawno wytłukli całe rodziny. Na to, że córki dorastały bez pozytywnych wzorów kobiecości, bo w domu były poświęcające się matki, w szkołach romantyczne niemoty i siłaczki, w kościele Matka Boska, a poza tym – dziwadła i dziwki. Myślę, że stąd wzięła się moja obsesja genealogii, obsesja odnajdywania cudownych prababek i szalonych ciotek, które robiłyby coś innego niż uważano, że powinny robić.

piątek, 16 września 2011

czwartek, 15 września 2011


- Szanowni Państwo! – powtórzył. – Przede wszystkim musimy ustalić tzw. “z czym do gościa”, czyli jakimi możnościami badawczymi rozporządzamy. Dopiero co, w izobarze “Pod Stonogą”, jeden z mych kolegów uczynił to trafne przewąchnięcie, że prawdą jest, iż na żądanie ministra wszystkie nasze ciała profesorskie oddają mu się do dyspozycji. Nam jednak, badaczom, nie wolno, nawet w razie najpilniejszej potrzeby naukowej, brać na stół doświadczalny ministra, nawet zdymisjonowanego, i musimy się ograniczać do badania organizmów niższych, jedynie w wyjątkowym wypadku uzyskując przydział skąpej liczby abdomenowców do wiwisekcji lub zgoła samobójców, do sekcji. Ministrowie drżą na myśl, że zarejestrowane w ich substancji skojarzeniowej profanów, za jakich nas uważają, i ministrów mogą pożerać tylko ministrowie. Musimy zatem powiedzieć, że zdobyte przez nas prawdy naukowe są prawdziwe w zastosowaniu do abdomenowców i samobójców, uogólniane zaś na ministrów stają się tylko niesprawdzonymi hipotezami.
Stefan Themerson, "Wykład profesora MMaa"

wtorek, 13 września 2011

2402

„Pod presją, jaką wywiera na nas i natura i społeczeństwo” – pisze Georg Simmel w eseju Estetyka ciężkości – „zapominamy – w ogólności i w szczegółach – że bez twardego oporu nie mielibyśmy żadnej materii, w której nasze życie mogłoby się spełniać i odciskać: gdyby dłuto nie natrafiało na opór marmuru, nie mogłoby mu nadać żadnej formy. Wolność duszy wyraża się w starciu z prawidłami reszty świata, przez które wprawdzie jest ograniczona, ale dopiero wespół z nimi owocuje rzeczywistym życiem”. I konkluduje: „życie wewnętrzne w każdej chwili naznaczone jest antagonizmem między właściwym Ja, które dąży do tego, by się w pełni wyżyć, a mocami, które je ograniczają; cała jego wolność zmierza do zniszczenia tych mocy, ale gdyby zostały one do szczętu unicestwione, zabrakłoby mu materii życia i możliwości ukształtowania się w trwałe formy”.

Jeśli ... wola przetrwa swoje zetknięcie z rzeczywistością, ponieważ rzeczywistość nie zaspokaja woli: wtedy pragnące "ja" jest wciąż jeszcze obecne tam, gdzie rzeczywistości już nie ma. Zatem niespełniony akt woli umożliwia powstanie Ja (Ich-Bildung). Jakże buddyjska myśl Simmla z „Filozofii życia. Cztery rozdziały metafizyczne”

poniedziałek, 12 września 2011

2532

Od młodości sądziłam, że problem Boga jest problemem, dla którego tu, na ziemi, brak jest przesłanek, i że jedyną metodą, aby uniknąć fałszywych rozwiązań, które wydawały mi się najgorszym złem, jest niestawianie go. Nie stawiałam go zatem. Nie potwierdziałam, ani nie zaprzeczałam. Rozwiązanie tego problemu wydawało mi się bezużyteczne, gdyż uważałam, że żyjąc na tym świecie, naszą rzeczą było zająć najlepszą postawę wobec problemów tego świata, i że ta postawa nie była uzależniona od rozwiązania problemu Boga.
Simone Weil, "Pierwszy list do Ojca Perrin"

sobota, 10 września 2011

poniedziałek, 5 września 2011

16.17, Tarczyn, 25 km od Warszawy
walka o symbole, Tarczyn pod Warszawą

Niektórzy naiwni miłośnicy semantyki wierzą, że gdyby tylko nasi władcy, nasi zbawiciele (wszelkiej maści) mogli zrozumieć znaczenie swych własnych wypowiedzi, to zmieniliby swoje postępowanie. Cóż za złudzenie? Oni, zbawiciele, zmają mechanizm Języka dużo lepiej niż wszyscy Semantycy, Filozofowie, Lingwiści i Formaliści Logiczni razem wzięci. Dlatego też wiedzą, jak się nim posługiwać, by grać na przesądach tłumu: twoich i moich.
A kiedy Poeta, czy Powieściopisarz staje się Demagogiem, to samo odnosi się do niego. Ponieważ POEZJA, tak samo jak POLITYKA może być moralnie występna i intelektualnie nieuczciwa. W takich wypadkach zarówno poezja jak i krasomówstwo - polityczne, religijne, filozoficzne - są jak zbrodnia: Im większa zbrodnia, tym większe robi wrażenie, ale i tym mniej jest wybaczalna. Tak więc, koniec końców, przekonujemy się, że żadne poetyckie rymy, żadna wielkość, żaden system filozoficzny, żadne racje stanu, żadne cele polityczne i żadne utopie nie są ważniejsze niż przyzwoitość środków.
Ponieważ, kiedy rzecz przemyśleć do końca, przyzwoitość środków
j e s t celem celów.

Stefan Themerson, "Katedra przyzwoitości"

niedziela, 4 września 2011

czwartek, 1 września 2011

Cчастье, Soroki, Mołdawia