wtorek, 10 kwietnia 2012
Relikwie uchodziły w XIV wieku za najcenniejszy podarunek, jaki można było dać lub otrzymać, i każdy pragnął mieć jakieś relikwie na własność. Jak się to ma zawsze z rzeczami, tak samo i posiadanie relikwii zwulgaryzowało się, zlaicyzowało. [...]
Relikwie zaczęto oprawiać wówczas jak klejnoty, aby można było nosić na ciele, aby ten, kogo miały strzec od złego i napełniać łaskami, był z nimi w stałym i bezpośrednim kontakcie. Z drogocennych materiałów robiono małe dyptyki czy tryptyki, gdzie parę postaci stanowiło kwintesencję najważniejszych scen dramatu liturgicznego. Podobnie jak ołtarze otwierano je, żeby się pomodlić przed bitwą, przed turniejem, w czasie podróży handlowej czy w cichości własnej komnaty sypialnej.[...]
W pewnym bardzo powściągliwym tekście angielskim znajdujemy wyłożony zdrowy pogląd: "Kościół uważa obrazy za kalendarze dla osób świeckich i dla ludu prostego, dzięki którym poznają oni Mękę Chrystusa, dzieje męczenników i przykładne żywoty świętych.
Jeśli jednak człowiek oddaje martwym wizerunkom cześć winną Bogu i podkłada w nich wiarę i nadzieję, jakie ma pokładać w Bogu, dopuszcza się największego grzechu bałwochwalstwa."
Georges Duby, "Czasy katedr. Sztuka i społeczeństwo", s. 284
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
sobota, 7 kwietnia 2012
piątek, 6 kwietnia 2012
czwartek, 5 kwietnia 2012
Wszystko w relacji Oskara jest dwuznaczne, migotliwe. Opowiada on jako trzydziestoletni mężczyzna, w szpitalnym łożku, które jest dla niego azylem, tak jak miała nim być podobno jego kondycja wiecznego dziecka, porozumiewającego się ze światem grą na bębenku. Opowiada w czasie nie zakończonego procesu o morderstwo, by wytłumaczyć siebie i swoje rzeczywiste czy domniemane winy. Co jest prawdą w jego opowieści wypowiedzianej, wygranej czy wykłamanej pielgrzymowi w adenauerowskich Niemczech? Można zacząć od stawiania znaków zapytania przy sprawach fabularnie najbardziej podstawowych. Na ile serio traktować hiperbolicznie groteskową historię świadomych decyzji niemowlęcia i trzylatka, historię zamierzonego skoku do piwnicy jako gestu odmowy? Czy to skok w konwencję literatury fantastycznej, czy mitotwórstwo, taki sposób interpretowania własnych doświadczeń biograficznych, który jest próbą uniknięcia odpowiedzialności?
Prof. Maria Żmigrodzka w "Polskie pytania o Grassa", pod redakcją Marii Janion, s. 57
środa, 4 kwietnia 2012
wtorek, 3 kwietnia 2012
Były to sprawy dość naiwne; dotyczyły sensu cierpienia albo ściślej mówiąc, różnicy między cierpieniem, które ma sens, a cierpieniem bez sensu. Oczywiście tylko takie cierpienie ma sens, którego nie można uniknąć, to znaczy to, które wyrasta z konieczności biologicznej. Z drugiej zaś strony każde cierpienie pochodzenia społecznego jest przypadkowe, a więc bezcelowe i bezsensowne. Jedynym celem Rewolucji było usunięcie cierpienia bezsensownego. Okazało się jednak, że zniesienie tego drugiego rodzaju cierpienia jest możliwe jedynie za cenę chwilowego, olbrzymiego wzrostu ogólnej sumy pierwszego rodzaju cierpienia. Powstaje więc pytanie: czy taki zabieg jest usprawiedliwiony? Niewątpliwie tak, jesli mowa o "ludzkości" w sensie oderwanym; ale w odniesieniu do "człowieka" w liczbie pojedynczej, do cyfr 2-5, 1-1, do prawdziwej ludzkiej istoty z krwi i kości, zasada ta to absurd.
Arthur Koestler, "W ciemności", s. 181
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Czas nie stanowi czegoś, w czym świat ewoluuje. Czas istnieje tylko o tyle, o ile konkretne konfiguracje wyrażają go w swojej strukturze. To nie chwila jest w czasie, lecz czas jest w chwili. „Classical and Quantum Gravity”, Julian Barbour (The timlessness of quantum gravity, 12, 1994, I: 2853–73, II: 2875–97)
Platonia, koncept Barboura, jest przestrzenią konfiguracji, której punktami są wszystkie możliwe konfiguracje n punktów materialnych. Czas i przestrzeń są tu względne i zależą od wypełniających je zdarzeń. Wszystko wydarza się jednocześnie, co można ująć jako wieczność. Istota świadoma, która doświadcza tych zdarzeń jest jednym ze sposobów, na jakie manifestuje się Wszechświat.
Być może jesteśmy jedynie i aż przekaźnikami; być może nasza świadomość jest czymś na kształt reduktora. Dlatego ważna jest każda pojedyncza chwila. Spontaniczność i instynkt, co podkreślają muzycy i sam Barbour. Kontratenor Andreas Scholl mówi o intuicji, która stoi ponad poprawnością estetyczną. Chodzi o odnalezienie w sobie czegoś surowego.
czas jest soczewką The End of Time
niedziela, 1 kwietnia 2012
sobota, 31 marca 2012
piątek, 30 marca 2012
czwartek, 29 marca 2012
środa, 28 marca 2012
wtorek, 27 marca 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)






