piątek, 21 stycznia 2011


Zima w mieście, Grodzisk Mazowiecki

czwartek, 20 stycznia 2011


Zabawki, Żyrardów

środa, 19 stycznia 2011


wariacje na temat sopla ciąg dalszy, falliczne trochę, ale zawsze. estetyzm to ślepa uliczka, bo próżność i złudzenie nie zmieniają człowieka. czasem jednak miło sobie poswawolić, i membra disiecta w kolorze nic nie muszą znaczyć

wtorek, 18 stycznia 2011

niedziela, 16 stycznia 2011


a ja mam zimę

piątek, 14 stycznia 2011


fragment obrazu "Tunel" z cyklu Sąd Ostateczny Krzyśka Kościeszy z zakreśloną na czerwono przez jakiegoś kołtuna strefą G

wtorek, 11 stycznia 2011


high chromium stainless steel with transparent color coating
38 x 30 x 20 inches
96.5 x 76.2 x 50.8 cm
Edition of 3 plus AP
2003

to elephant jeffa koonsa czyli stan świadomości konsumenta

Dopuszczalne metody rozumowania, kryteria logicznej poprawności, wymagania kontroli wyników i sprawdzalności są takie same w naukach humanistycznych, jak w naukach przyrodniczych. to Czeżowski

poniedziałek, 10 stycznia 2011

portret

wojtek kopacewicz, galeria k87, milanówek

godspeed you! black emperor

sobota, 8 stycznia 2011

elefantentreffen



jedziemy! w tym roku rozpoczyna się 27 stycznia :))))

piątek, 7 stycznia 2011

madonna



Stereotypowa opowieść o kształtowaniu tożsamości przez miejsce zostaje przenicowana, bo samo miejsce nie ma mocnej tożsamości - niepewne siebie i swoich korzeni, przypominające labirynt, widmowe.
To Varga o ksiażce Orhana Pamuka "Stambuł. Wspomnienia i miasto"

czwartek, 6 stycznia 2011

trzej królowie


trzej królowie, 6 stycznia 2011, Puszcza Kampinowska

TAK W OGÓLE OBRAZY ZACZĘŁAM MALOWAĆ i kleić, gdyż w angielsko- i francuskojęzycznej przestrzeni Ameryki nie mogłam pisać po węgiersku. Początkowo miałam wspaniałe czyste wizje, z których stworzyłam pięć nieśmiertelnych dzieł, "Screwed up Script", tekstów podkręconych, rzeczy klasa, ale potem nagle się połapałam i musiałam zejść na aut. Nie było żadnej wątpliwości: pędzę co sił w odwrotnym kierunku, w kierunku czysto pobłyskującego Szaleństwa, wchłonie mnie, jeśli będę myślała dalej o tym, co odczuwałam. A swoich uczuć nie chciałam wyciskać, przeoblekać ich na powrót w myślenie. Miałam   s w o j e  s ł o n e c z n e  w y ł a d o w a n i a   i spalałam się jak zwój papirusu nasiąknięty oliwą, jak święte pożółkłe zwoje w dniach upadku Rzymu, albo jak cokolwiek innego, co nie tylko udaje spalanie, ale rzeczywiście płonie i płonęły moje sny w sosnowych lasach wokół jeziora Champlain, w indiańskich kanoes pachnących żywicą, w sercu utkwił mi grot paleolitycznej strzały, w prawym uchu miałam plusk pstrąga, w lewym poranny śpiew amerykańskiego drozda, albo wspomnienie balkonu domu z widokiem na wodę na plaży 203, gdzie J+J, to jest ON+JA rozmawialiśmy w czas gorących nocy w Vermont.
Judit Kemenczky, "Disagne i błysk emalii" z tomu Amerikai versek, tłum. Szczepan Woronowicz

wtorek, 28 grudnia 2010


klub WRM MC Gliwice

wtorek, 21 grudnia 2010


Kirkut, Siemiatycze

środa, 15 grudnia 2010