Hope, koncert GOODSPEED YOU! BLACK EMPEROR, Poznań
sobota, 22 stycznia 2011
piątek, 21 stycznia 2011
Zima w mieście, Grodzisk Mazowiecki
czwartek, 20 stycznia 2011
Zabawki, Żyrardów
środa, 19 stycznia 2011
wariacje na temat sopla ciąg dalszy, falliczne trochę, ale zawsze. estetyzm to ślepa uliczka, bo próżność i złudzenie nie zmieniają człowieka. czasem jednak miło sobie poswawolić, i membra disiecta w kolorze nic nie muszą znaczyć
wtorek, 18 stycznia 2011
niedziela, 16 stycznia 2011
a ja mam zimę
piątek, 14 stycznia 2011
fragment obrazu "Tunel" z cyklu Sąd Ostateczny Krzyśka Kościeszy z zakreśloną na czerwono przez jakiegoś kołtuna strefą G
wtorek, 11 stycznia 2011
high chromium stainless steel with transparent color coating 38 x 30 x 20 inches 96.5 x 76.2 x 50.8 cm Edition of 3 plus AP 2003
Dopuszczalne metody rozumowania, kryteria logicznej poprawności, wymagania kontroli wyników i sprawdzalności są takie same w naukach humanistycznych, jak w naukach przyrodniczych. to Czeżowski
Stereotypowa opowieść o kształtowaniu tożsamości przez miejsce zostaje przenicowana, bo samo miejsce nie ma mocnej tożsamości - niepewne siebie i swoich korzeni, przypominające labirynt, widmowe. To Varga o ksiażce Orhana Pamuka "Stambuł. Wspomnienia i miasto"
trzej królowie, 6 stycznia 2011, Puszcza Kampinowska
TAK W OGÓLE OBRAZY ZACZĘŁAM MALOWAĆ i kleić, gdyż w angielsko- i francuskojęzycznej przestrzeni Ameryki nie mogłam pisać po węgiersku. Początkowo miałam wspaniałe czyste wizje, z których stworzyłam pięć nieśmiertelnych dzieł, "Screwed up Script", tekstów podkręconych, rzeczy klasa, ale potem nagle się połapałam i musiałam zejść na aut. Nie było żadnej wątpliwości: pędzę co sił w odwrotnym kierunku, w kierunku czysto pobłyskującego Szaleństwa, wchłonie mnie, jeśli będę myślała dalej o tym, co odczuwałam. A swoich uczuć nie chciałam wyciskać, przeoblekać ich na powrót w myślenie. Miałam s w o j e s ł o n e c z n e w y ł a d o w a n i a i spalałam się jak zwój papirusu nasiąknięty oliwą, jak święte pożółkłe zwoje w dniach upadku Rzymu, albo jak cokolwiek innego, co nie tylko udaje spalanie, ale rzeczywiście płonie i płonęły moje sny w sosnowych lasach wokół jeziora Champlain, w indiańskich kanoes pachnących żywicą, w sercu utkwił mi grot paleolitycznej strzały, w prawym uchu miałam plusk pstrąga, w lewym poranny śpiew amerykańskiego drozda, albo wspomnienie balkonu domu z widokiem na wodę na plaży 203, gdzie J+J, to jest ON+JA rozmawialiśmy w czas gorących nocy w Vermont.
Judit Kemenczky, "Disagne i błysk emalii" z tomu Amerikai versek, tłum. Szczepan Woronowicz